Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
kobaian
Brodacz
Dołączył: 04 Cze 2010
Posty: 3805
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 40 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Warszawa Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Śro 13:32, 22 Grudzień 2010 Temat postu: Zawiedzione nadzieje dekady |
|
Mamy wątek o ciekawych rzeczach powstałych w latach 2001-2010, to pogadajmy może o zespołach, które mimo iż obdarzyliśmy je pewnym kredytem zaufania, nie przetrwały próby czasu, bądź podchodzimy do nich z większym sceptycyzmem niż na początku.
Jako jeden z nielicznych obecnych na tym forum były fan zespołu zacznę oczywiście od
Dream Theater.
Mimo estymy, jaką darzyłem, i wciąż jeszcze odrobinę darzę, ich twórczość z lat 90', od samego początku nie byłem w stanie zrozumieć tego co wyprawiają w obecnej dekadzie, a jeszcze mniej rozumiem, jak to się może komuś podobać. Wszystko jest albo retrowersją, albo cytatem, albo wybitnie fatalną próbą przetwarzania maistreamowych nurtów.
Pain of Salvation
Jeden z pierwszych zespołów prog-metylowych, na którym, mimo iż mnie wcześniej uwiódł, szybko się poznałem. Próba połączenia nu-metalu o Pattonowskim rodowodzie z rozmachem rocka progresywnego i cierpiętnictwem na miarę "The Wall". Zespół sprawił, że pojąłem ideologię trv-metalowców. Jest bowiem znakomitym przykładem na to, jak te wszelkie emo-motywy związane z zawodzeniem wiecznie pokrzywdzonego przez los lidera psują to wszystko, co od biedy można byłoby ocalić lub usprawiedliwić w tej muzyce. Toteż sądzę, że nazwa "regressive-emo" jak znalazł pasuje do muzyki PoS.
The Mars Volta
Wydawałoby się, że dobry patent: łączyć progresję, metal z funkiem i klimatami latynoskimi. Niektóre momenty na ich płytach wskazują, że pomysł mógłby rzeczywiście wypalić. Niestety nie w tym wydaniu. Choć można bronić poszczególnych fragmentów i utworów, albumy TMV okazują się niemiłosiernie nudne, a miauczenie wokalisty momentami wręcz śmieszy. Ze względu na pewien ciekawe choć fatalnie zrealizowane założenia muzyczne uważam, że można im nadać tytuł "wielkich przegranych dekady".
Neil Morse
Choć dla mnie już dyskografia Brody Spoka była trudna do przebrnięcia bez wypicia kilku kaw i herbat po drodze, to w swojej solowej twórczości facet zaprezentował ten bardzo modny patent, robić sobie utwory z cytatów innych, lepszych od siebie zespołów progowych. Czasem toleruję takie rzeczy, ale profanacji takich gigantów, jak Gentle Giant, nie potrafię.
Dead Soul Tribe
Przyznam, że początkowo uznałem pomysł połączenia stylów Tool i Jethro Tull za ciekawy. Wyszły z tego niestety nudne albumy, z kilkoma miłymi dla ucha momentami, które nie ratują całości. Poza tym wygrał dosłowny cytat, zamiast twórczej inspiracji.
Ephel Duath
Ostatnia moja przelotna fascynacja. Avant-metal o blackowych korzeniach prosto z Włoch. Początkowo avant-black, potem fusion-metalcore. W założeniu dobre, w ogólnej koncepcji też, ale za to spieprzone w detalach - słabe partie wokalne i nieznośna psująca wszystko maniera wokalisty. Szkoda.
To na razie tyle. Powyższa lista może być potraktowana jako wyjaśnienie mojej niewiedzy w kwestii dobrej muzyki z ostatniej dekady. Niestety zbyt wiele czasu upłynęło mi na krótkotrwałych fascynacjach podsuwanymi mi przez media rzeczami.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez kobaian dnia Śro 13:36, 22 Grudzień 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 59 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Kraków Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Śro 14:32, 22 Grudzień 2010 Temat postu: |
|
Dla mnie dekada jako całość to było już nawet nie zawiedzenie nadziei, co spełnienie beznadziei. I nawet mi się nie chce tych wszystkich nudziarstw wymieniać.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
kobaian
Brodacz
Dołączył: 04 Cze 2010
Posty: 3805
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 40 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Warszawa Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Śro 15:41, 22 Grudzień 2010 Temat postu: |
|
A ja oddzielam zawiedzione nadzieje od spełnienia beznadziei i uważam, że obie rzeczy miały miejsce w dobiegającej końca dekadzie. Odróżniam np. popularne obecnie popylliony (crossoverowy pop udający proga), czy pitolliony (taka straszna zaraza plasująca się gdzieś pomiędzy Marillionem, Porcupine Tree i DT), od zespołów, które coś tam próbują, ale im nie wychodzi, jak TMV. Tu piszę o tych, którym dałem początkowo kredyt zaufania, dałem się nabrać początkowo na ich patenty, lubiłem, słuchałem, ale ostatecznie odrzuciłem.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|