Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Keith Jarrett

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat

Czy Keith Jarrett jest najlepszym pianistą jazzowym?
Tak!
33%
 33%  [ 1 ]
Oczywiście!
0%
 0%  [ 0 ]
Bezsprzecznie.
66%
 66%  [ 2 ]
Wszystkich Głosów : 3

Autor Wiadomość
AnnoyingHipster
Nosal
Nosal



Dołączył: 10 Sie 2013
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 05:13, 11 Sierpień 2013 Temat postu: Keith Jarrett

W.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez AnnoyingHipster dnia Czw 20:33, 11 Wrzesień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mahavishnuu
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 11 Mar 2013
Posty: 564
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:09, 11 Sierpień 2013 Temat postu:

Postanowiłem nieco zmodyfikować tą ankietę. Smile


Czy Keith Jarrett jest najlepszym pianistą jazzowym?

1. Tak!

2. Oczywiście!

3. Bezsprzecznie.

4. Nie Razz

Wybieram ostatni wariant odpowiedzi.

A tak na poważnie. Jarrett to niewątpliwie wybitny pianista jazzowy, jeden z najlepszych, choć niestety ma swoje mankamenty. Są one zresztą od dawna powszechnie znane. Dlatego w mojej dziesiątce ulubionych pianistów jazzowych raczej by się nie załapał. Szanuję go za to, że w latach 70-tych potrafił oprzeć się pokusie przerzucenia na granie jazzu elektrycznego, co niewątpliwie przynosiło wtedy większe profity. Keith miał do "elektryczności" dość niechętny stosunek, rzadko sięgał po takie instrumenty. Dlatego męczył się trochę u Davisa, który zmuszał go choćby do grania na elektrycznych organach. Akurat te jego elektryczne poczynania u Davisa podobają mi się bardzo. Koncertówka Davisa "At Fillmore" nagrana w czerwcu 1970 roku z Jarrettem na organach i Coreą na elektrycznym pianie jest, moim zdaniem, genialna. Duety i "pojedynki" dwóch keyboardzistów są ozdobą tej płyty.

Jeśli chodzi o solową twórczość Jarretta to o ile na jego płytach nagranych w latach 70-tych jeszcze potrafię coś znaleźć dla siebie (np. Treasure island, Ruta and Daitya, Survivors' suite), to później jest już znacznie gorzej.

A co do Koln concert? W tym samym roku wyszła inna płyta na fortepian solo, która podoba mi się znacznie bardziej: Cecil Taylor - Silent tongues.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
AnnoyingHipster
Nosal
Nosal



Dołączył: 10 Sie 2013
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:11, 11 Sierpień 2013 Temat postu:

..

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez AnnoyingHipster dnia Czw 20:33, 11 Wrzesień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pawliq88
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa

PostWysłany: Nie 21:30, 11 Sierpień 2013 Temat postu:

wybrałbym raczej 4 wariant

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mahavishnuu
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 11 Mar 2013
Posty: 564
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 00:46, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

AnnoyingHipster napisał:
Gdybyś trochę posłuchał Jarretta solo to wiedziałbyś, że na Expectations i Facing You robi mniej więcej to, co Taylor na Silent Tongues tylko nie bawi się w bicie rekordów szybkości grania na pianinie, co zresztą wychodzi mu świetnie.



Ale przecież na „Expectations” Keith nie gra solo. Jak na niego mamy tu dość rozbudowany aparat wykonawczy („amerykański kwartet” + inni zaproszeni muzycy, pojawia się nawet orkiestra). Chyba że chodziło Ci tylko i wyłącznie o jego samą grę. To zresztą bodaj pierwszy album tego pianisty, który usłyszałem przed laty w całości. Wracam do niego raz na jakiś czas. To dla mnie taki typowy Jarrett – rozbuchany eklektyzm, różne wątki stylistyczne. Nie zawsze to wszystko łączy się w koherentną całość. Są na tej płycie fragmenty znakomite (przede wszystkim „Nomads”, poza tym „ Vision”, ,,Common Mama”), ale nie brakuje także zapełniaczy („Roussillon"). Lepiej byłoby, gdyby Keith wydał go jako album jednopłytowy, usuwając słabszy materiał. Wtedy byłaby to naprawdę bardzo dobra płyta.

„Facing you” i „Silent tongues” to mocno odmienne płyty w sensie stylistycznym. Ta pierwsza jest utrzymana w dość tradycyjnym stylu, w zasadzie to taki typowy jazzowy mainstream, natomiast „Silent tongues” to awangarda pełną gębą. Jeśli dodamy do tego fakt, że Jarrett i Taylor to muzycy o odmiennym temperamencie i spojrzeniu na muzykę, ciężko jest te płyty ujmować na jednej płaszczyźnie. Osobiście znacznie wyżej cenię sobie „Koln concert” niż „Facing you”. Z tego koncertu z Niemiec Zachodnich emanuje jakaś magia, jest on niesamowicie wciągający, natomiast „Facing you” trochę odrzuca mnie nadmiernym tradycjonalizmem. „Koln concert” ma ciekawe tematy muzyczne, które Jarrett kapitalnie rozwija w długich partiach improwizowanych. To pozycja niewątpliwie bardziej dojrzała niż „Facing you”. Ta ostatnia zawsze wydawała mi się tylko wprawką do koncertu z Koln. Wracając do Taylora to nie sprowadzałbym jego pianistyki do „bicia rekordów szybkości grania na pianinie”. W tym wypadku jest to raczej kwestia jego muzycznego temperamentu. Taylorowi trudno zarzucić przerost formy nad treścią. Zawsze był on znakomitym improwizatorem, który potrafił powściągnąć swoje wirtuozerskie zapędy, podporządkowując je muzycznej treści.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
AnnoyingHipster
Nosal
Nosal



Dołączył: 10 Sie 2013
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 01:55, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

P..

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez AnnoyingHipster dnia Czw 20:33, 11 Wrzesień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mahavishnuu
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 11 Mar 2013
Posty: 564
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:09, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

Jarrett zawsze w wywiadach zarzekał się, że muzyka z koncertu w Koln miała charakter improwizowany. Tak do końca nie chce mi się w to wierzyć. Gdy słucha się tej muzyki wyraźnie słychać konkretne tematy melodyczne, i to nie byle jakie, które potem są poddawane rozlicznym transformacjom. Gdyby rzeczywiście cały ten materiał powstał ad hoc świadczyłoby to o tym, że posiada on wręcz genialną kreatywność w sferze tworzenia nośnych tematów melodycznych, nie mówiąc już o zmyśle improwizatorskim.

Podejrzewam, że Jarrett miał wcześniej opracowanych kilka właśnie takich motywów, które w czasie koncertu były punktem wyjścia do improwizacji. W każdej części słychać pewną powtarzającą się zasadę – na początku występuje ekspozycja głównego tematu, który następnie poddawany jest metodycznie przeróżnym wariacyjnym przekształceniom w sferze melodycznej, harmonicznej, rytmicznej, agogicznej, dynamicznej itd. W pewnym momencie główny motyw zatraca się zupełnie w gąszczu improwizacji i pojawiają się nagle nowe wątki melodyczne. W jakim stopniu zostało to skomponowane wcześniej? Trudno tak do końca orzec. Tylko Jarrett wie, jak było naprawdę, ale on lubi budować różne legendy wokół jego osoby i muzyki ...

Keith znany był z tego, że potrafił na poczekaniu stworzyć długą improwizację, wystarczyło rzucić mu tylko nazwę konkretnej tonacji i zaczynała się jazda… Jest zresztą znana anegdota na ten temat, gdy Jarrett usłyszawszy z widowni zachętę do improwizacji na bazie tonacji Es-dur natychmiast ją zainicjował.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 59 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:52, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

Nie jestem pewien czy Jarrett jest najlepszym pianistą w historii jazzu. Prawdopodobnie nie. Prawdopodobnie w samym (mniej więcej) jego pokoleniu lepszy jest Hancock, lepszy mógł być Corea gdyby się nie spierdolił, Jasper van't Hof i Joachim Kühn też nie ustępowali mu chyba wiele.

Jarrett ma bardzo poważne atuty, ale i bardzo poważne wady. Potrafi świetnie improwizować, grać zarówno pięknie i melodyjnie, jak i awangardowo, jest bardzo wszechstronny (warto posłuchać jego albumów z muzyką klasyczną). Z drugiej strony często idzie w stronę jakiegoś easy listenisngu. To trochę podobny muzyk do Pata Matheny'ego - świetny technicznie, o ogromnej wyobraźni, ale czasami brakuje mu ambicji i dobrego smaku.

Z tego, co słyszałem najbardziej podoba mi się Survivors' Suite. Kiedyś kochałem Koncert Koloński, ale trochę mi się przejadł, mam wrażenie, że miejscami mógłby się bardziej streścić. Ogólnie chyba najlepszy Jarrett jakiego słyszałem to ten u Davisa.

W najbliższym czasie planuję wziąć się za kilka jego płyt, w tym za Somewhere Before - ponoć free jazzową, więc jest szansa, że będzie mi się bardzo podobała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mahavishnuu
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 11 Mar 2013
Posty: 564
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:36, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

"Somewhere before" trudno uznać za płytę free jazzową. To w sumie dość mocno tradycyjny jazzik. W sumie nic specjalnego. Jest na niej tylko jeden utwór w konwencji free, mocno kojarzący się zresztą z muzyką Cecila Taylora. I to wszystko. Z wczesnych płyt Jarretta sporo elementów free można znaleźć na "Birth" (1971). To w sumie jedna z lepszych jego płytek na tle całej dyskografii . Sporo free jest także na drugim dysku z dwupłytowego wydawnictwa "Expectations" (1972). Ta druga część jest w sumie ciekawsza od pierwszej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 59 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 17:43, 12 Sierpień 2013 Temat postu:

mahavishnuu napisał:
"Somewhere before" trudno uznać za płytę free jazzową.


Słyszę właśnie. Bardzo tradycyjne granie. Przyjemne, ale ileż można...

Cytat:
Sporo free jest także na drugim dysku z dwupłytowego wydawnictwa "Expectations" (1972). Ta druga część jest w sumie ciekawsza od pierwszej.


Znam ten album, ostatnio kilka razy doń wracałem i mam podobne zdanie do Ciebie - sporo znakomitych momentów, ale też sporo nijakich.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Pon 17:45, 12 Sierpień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carpetcrawler
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 16 Maj 2011
Posty: 2249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Litwini wracali?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:25, 17 Sierpień 2013 Temat postu:

Również nie uważam, żeby Keith był najlepszym pianistą jazzowym, u Davisa słyszałem go tylko na Live- Evil, Bitches Brew Live oraz Get Up With It. Nieźle sobie tam poczynał jednakże Jarrett w konwencji elektrycznych organków to nie jest mój ideał. Znacznie bardziej spodobała mi się jego twórczość koncertowa. Koncert z Koln to naprawdę piękna rzecz. Polecę Wam od siebie koncert z Paryża oraz Wiednia, Jarrettowską interpretację La Scali oraz nagrany z Peacockiem i DeJohnette'm album Changeless. Jest on utrzymany w konwencji tradycyjnego post-bopu, jednakże jest bardzo liryczny i ciekawe zagrany. Ze stricte "klasycznych" albumów, na których udzielał się Keith słyszałem Tabula Rasa, mistyczne przeżycie.

Edit: Przesłuchałem teraz 2 razy Changless i muszę przyznać, że jest to naprawdę solidny live album. Jarrett gra w stylu z Kolonii, pozostała dwójka tworzy bardzo dobre uzupełnienie. Ta muzyka idealnie nadawałaby się do medytacji, spokojnie sobie płynie. Poletzam.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Carpetcrawler dnia Wto 21:18, 08 Kwiecień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carpetcrawler
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 16 Maj 2011
Posty: 2249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Litwini wracali?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:06, 10 Wrzesień 2013 Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Ciekawy reportaż o koncercie z Kolonii.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carpetcrawler
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 16 Maj 2011
Posty: 2249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Litwini wracali?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:52, 08 Kwiecień 2014 Temat postu:



Polecam serdecznie Wam wszystkim tę oto solową płytę Pana Keitha. Jest to granie bardzo delikatne. Muzyka zawarta na tej płycie jest bardzo subtelna oraz "płynąca" sobie spokojnie w głośnikach. Idealna propozycja na romantyczny (ale nie kiczowaty) wieczór we dwoje. Jarrett nakurwia tu standardy jazzowe oraz 1 improwizację. Mocno przypomina mi to Evansa, chociaż tutaj słychać wyraźnie pod szyldem jakiej wytwórni została nagrana ta płyta. Niemniej jednak można na niej znaleźć dużo piękna i jednocześnie nie wynudzić się.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carpetcrawler
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 16 Maj 2011
Posty: 2249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Litwini wracali?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:46, 01 Sierpień 2014 Temat postu:

W sumie zmieniłem trochę zdanie o Keithcie, zdecydowanie na plus. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że to mój ulubiony, jazzowy pianista. Cenię go za udział w Tabula Rasa Arvo Parta oraz za solowe koncerty z Kolonii i Wiednia. Wadą reszty jego solowych koncertów jest to, że rzeczywiście są przydługaśne. Doceniam również jego znakomite interpretacje klasyczne Haendla i Szostakowicza. A na koniec udało mu się nagrać kilka naprawdę świetnych jazzowych albumów chociażby The Survivor's Suite, Changeless czy Personal Mountains. Chyba najbardziej w nim urzeka mnie jego oryginalność + to, że nie gra jak typowy, czarny jazzman tylko sporo czerpie z muzyki europejskiej. Mimo wielkiego talentu i wizjonerstwa Hancocka i spółki byli w swoich płytach zbyt zamknięci (pomijam płyty fusion). Jarrett to jednak bad motherfucker!

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Carpetcrawler dnia Pią 22:49, 01 Sierpień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kodkod3
Nosal
Nosal



Dołączył: 26 Lut 2018
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:34, 12 Czerwiec 2018 Temat postu:

Dla mnie jedyną wadą Jarretta w solowych koncertach jest... jego "wokal" Wink nie irytuje Was?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Devadip
Wafel
Wafel



Dołączył: 05 Maj 2016
Posty: 298
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:45, 12 Czerwiec 2018 Temat postu:

A mi się podoba jak się wczuwa, dodaje to nagraniu ekspresji Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin