Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
thon022
Hipopotam
Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 1064
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 15:23, 29 Kwiecień 2010 Temat postu: John Frusciante - "Niandra Lades and Usually Just a T |
|
Niandra Lades
1. "As Can Be" – 2:57
2. "My Smile Is a Rifle" – 3:48
3. "Head (Beach Arab)" – 2:05
4. "Big Takeover" (Bad Brains) – 3:18
5. "Curtains" – 2:30
6. "Running Away into You" – 2:12
7. "Mascara" – 3:40
8. "Been Insane" – 1:41
9. "Skin Blues" – 1:46
10. "Your Pussy's Glued to a Building on Fire" – 3:17
11. "Blood on My Neck From Success" – 3:09
12. "Ten to Butter Blood Voodoo" – 1:59
Usually Just a T-Shirt
13. Untitled – 0:34
14. Untitled – 4:21
15. Untitled – 1:50
16. Untitled – 1:38
17. Untitled – 1:30
18. Untitled – 1:29
19. Untitled – 1:42
20. Untitled – 7:55
21. Untitled – 7:04
22. Untitled – 0:25
23. Untitled – 1:51
24. Untitled – 5:27
25. Untitled – 1:52
Rok wydania: 1994
"Umysłowo chorzy realizują swoje pasje, czyli leczenie zaburzeń psychicznych poprzez muzykę - wykład i konspekty". Pismo medyczne.
"Kocia muzyka na gitarę i śpiew". Magazyn Muzyczny.
"Czy można oszaleć słuchając muzyki? Tajemnicza płyta i jej klątwa " Tygodnik Zjawisk Paranormalnych
"Gdy dziecko słucha Johna Frusciante, pies wyje a kot chowa się pod szafą. Czy te straszne dźwięki mogą zaszkodzić moim pupilom?" - forum Miłośników Zwierząt Domowych
Takie i inne tytuły przyszły mi do głowy, gdy słuchałem dzieła Johna Frusciente. Muzyka który szczerze wyznał, że wydał tę płytę, żeby mieć pieniądze na narkotyki. Ale chyba dużo za "Niandra Lades..." towaru nie kupił. Ta płyta jest absolutnie niszowa i niekomercyjna.
"Niandra Lades and Usually Just a T-Shirt" łączy tendencje awangardowe i użycie techniki "strumienia świadomości": z dźwiękami pianina i gitary elektrycznej...
Adam Williams: "Album uplasował się pomiędzy szaleństwem a mistrzostwem. Jest to ślad mocno intelektualnego artysty szukającego inspiracji i kreatywności..."
Recenzja Rolling Stone'a (niesprawiedliwa moim zdaniem):
"Ekscentryczność Frusciante staje się amokiem. Album wygląda jak seria czterościeżkowych demo. Pierwsza część jest bardziej melodyjna od drugiej, bardziej eksperymentalnej części. Jedyne, co otrzymuje słuchacz to gitarowe zgrzyty w wykonaniu Frusciante oraz jego niepoukładany strumień świadomości ..."
To może on coś sam o sobie z tego okresu:
"...Zażywam narkotyki, gdyż wtedy jestem pewny, że jestem w kontakcie z pięknem. Nie pozwalam, by cała brzydota tego świata złamała moją duszę..."
"...Byłem bardzo smutny i zawsze bardzo szczęśliwy, gdy byłem pod wpływem narkotyków. Z tego powodu powinienem był być odurzony cały czas. Nie miałem nigdy poczucia winy – zawsze byłem dumny z tego, że jestem uzależniony..."
Wydaje się, że John "brzydotę świata" wyrzuca z siebie swoją muzyką, i jest to dla niego rodzaj catharsis. Bo to, co nagrał na tej płycie to obłęd w czystej formie. Słuchanie tej płyty to taki wentyl bezpieczeństwa . Można sobie śmiało powiedzieć: no, ja to jestem na pewno normalny. Inni to dopiero mają jazdę ...
Wysłuchanie całości jest jednak sporym wyzwaniem. To zestaw utworów zagranych prawie wyłącznie gitarowo (no, czasem pojawia się pianino lub efekt przesuwanej taśmy ...). Do tego skromnego akompaniamentu Frusciente, hm, powiedzmy, śpiewa. Przy czym śpiew ten to często zawodzenie, miauczenie, wrzask, śmiech ... Całośc przypomina trochę nagrania genialnego Roberta Johnsona - podobna intymność, skromne środki wyrazu, zawodzący głos, mistrzowska gra na gitarze. Ta muzyka też wyraża "ból istnienia" zagubionego pijaka czy narkomana...
Po wysłuchaniu całości, dla odpoczynku skołatanym nerwom zapuściłem sobie "Starless and Bible Black" King Crimson, która leżała akurat na wierzchu. Uff... Co za skoczna, wesoła i relaksująca muzyka !
P.S. Tak dla Happy Endu i ku przestrodze: po wydaniu tej płyty Frusciente przeszedł kuracje odwykową i stwierdził: "Nie czuję potrzeby zażywania narkotyków. Czuję się bardzo dobrze cały czas, tak jak czuje się osoba, która poświęciła się w życiu czemuś, co naprawdę kocha. Nie tęsknię za nimi, nie uznaję ich – są kompletnie bezsensowne. (...) I czuję się dużo lepszym człowiekiem, niż się czułem, gdy byłem pod wpływem narkotyków..." No.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez thon022 dnia Czw 15:29, 29 Kwiecień 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 59 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Kraków Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 16:16, 29 Kwiecień 2010 Temat postu: |
|
Niezły album, ale nic genialnego w nim nie dostrzegam. Z całą pewnością fankom RHCP dobrze by zrobiło zapoznanie się z ta muzyką, ale sądzę, że normalny człowiek, któremu By The Way nie zlasowało gustu jest w stanie obyć się bez tego typu antidotum. Dosyć interesujące jest na Niandra Lades and Usually Just a T-Shirt to połączenie muzyki bardów lat 60tych i od kilkunastu już lat współczesnego indie (tudzież "indie", ale raczej to pierwsze), fajnie się słucha tych zaćpanych melodyjek, jak na tak nowy album ma to całkiem sporo klimatu. Ale ogólny poziom raczej zadowala niż zachwyca. Jedyne co w tej muzyce jest niezwykłe to to, że Frusciante rzeczywiście zdaje się nie panować nad swoim materiałem. W tej chaotyczności nie ma żadnego planu, po prostu - facet wziął co miał wziąć, wcisnął przycisk play i zagrał co mu się przywidziało. No i fajnie, tylko że dziwaczność tego albumu jest w sensie dosłownym ćpuńska. Czyli brak w niej głębi. Powierzchowne dziwactwo tego albumu sprawia, że daleko mu do celowo nieszablonowej muzyki King Crimson, Magmy, czy nawet wczesnego Pink Floyd z jeszcze stosunkowo przytomnym Sydem Barrettem.
Jak dla mnie 6,5/10. Solidny, acz nie wybitny album.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
thon022
Hipopotam
Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 1064
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/3
Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 16:31, 29 Kwiecień 2010 Temat postu: |
|
No, ja raczej też nie odważyłbym się użyć w ocenie tej płyty przymiotnika: "genialna". Intrygująca - to bardziej.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 59 razy Ostrzeżeń: 0/3 Skąd: Kraków Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Pią 10:15, 06 Styczeń 2012 Temat postu: |
|
Zmieniałem zdanie o tej płycie już jakiś czas temu W zasadzie niemal w pełni zgadzam się z recenzją. Może poza tą wstawką, że płyty trudno dosłuchać do końca - dosłuchuję jej od czasu do czasu z ogromną przyjemnością!
Cytat: | Jak dla mnie 6,5/10. Solidny, acz nie wybitny album. |
CO za głupek to napisał?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|